Aktualności



Zdjęcia



Filmy

 

 POLECAMY 

 

 

Lista produkcyjna S-70i Black Hawk - 

PZL Mielec a Sikorsky Company

 

 


 

 Pokazy Lotnicze 2012

 

 

 

 

Piszą o nas w KORSO

W dzisiejszym wydaniu Tygodnika Regionalnego KORSO ukazał się obszerny artykuł o naszej pasji i działaniach Grupy EPML Spotters.

 

 

Z Marcinem Kołaczem i Marcinem Bobro o obserwowaniu samolotów i ich fotografowaniu, o mieleckiej grupie EMPL Spotters i wielu godzinach przestanych w deszczu i na mrozie przy ogrodzeniu lotniska rozmawia Patrycja Augustyn


Wyjaśnijmy może na początek, cóż się kryje za słowami spotter i spotting.
- Marcin Kołacz: Nie jesteśmy takimi typowymi spotterami, jak to definiują książki. Typowy to ten, którego interesują samoloty na danym lotnisku i skrzętnie notouje ich znaki rejestracyjne. Mniejszą rolę odgrywa dla tych ludzi fotografowanie statków powietrznych. My dlatego, że mieszkamy w Mielcu, a w tym mieście od zawsze, jak sięgamy pamięcią, były produkowane samoloty, interesujemy się głównie tym, co się dzieje na mieleckim lotnisku i w jego okolicach, a dodatkowo to fotografujemy:Obloty fabryczne, pokazy lotnicze, loty szkolne i rekreacyjne. Oprócz tego oczywiście obserwujemy korytarze powietrzne i samoloty pasażerskie na dużych wysokościach, bo to też część naszej pasji. Jesteśmy także obecni na międzynarodowych lotniskach i imprezach lotniczych w kraju i za granicą.
- Marcin Bobro: Spotterzy dzielą się na kilka grup. Jedni obserwują samoloty ciągnące za sobą smugę kondensacyjną, ale jest to w skali świata niezbyt liczna grupa. Inni interesują się tylko lotnictwem wojskowym lub cywilnym. My natomiast należymy do grupy, która działa przy danym lotnisku i śledzi to, co dzieje się bliżej ziemi, w zasięgu obiektywu aparatu.
- M.K.: Fotografujemy starty, lądowania, niskie przeloty – praktycznie wszystkie fazy lotu, w jakich znajduje się dany statek powietrzny. Pokazujemy piękno tych maszyn, ich wielkość i majestat.


 
W jaki sposób zrodził się w Was pomysł na „podglądanie” samolotów i przerodził w hobby?
- M.K.: Gdy byłem dzieckiem, to widywałem nad Mielcem sporo samolotów. Zawsze mnie ciekawiło, co to za model, próbowałem dojrzeć znaki rejestracyjne, starałem się odszukać więcej danych na jego temat, np. kiedy został wyprodukowany.
- M.B.: Bakcyla złapałem podczas pokazów lotniczych w 1997 roku. Do tej pory była to największa tego typu impreza w Mielcu - już niebawem na naszej stronie zamieścimy ponadgodzinny materiał filmowy z tamtego wydarzenia. To właśnie wtedy, 13 lat temu, zaczęła się moja przygoda – na początku było to sklejanie modeli, zbieranie różnych plakatów, plakietek, kolekcjonowanie gazet lotniczych, godziny spędzone na symulatorach lotu, aż w końcu, w 2007 roku, po zakupie aparatu fotograficznego, zająłem się amatorsko fotografią lotniczą i zacząłem śledzić maszyny latające nad naszym miastem, a także odwiedzać wszelkie imprezy lotnicze organizowane w naszym kraju.

Skąd czerpiecie informację, że danego dnia nad Mielcem pojawi się samolot, który będziecie chcieli udokumentować?
- M.K.: Nie wiemy, kiedy nadleci jakiś samolot. Są to godziny spędzone w okolicach lotniska lub przed monitorami komputerów. Staramy się pozyskać informacje z wszystkich dostępnych dla nas źródeł.
- M.B: Czasem czekamy 2, 3 i więcej godzin, i nic nie przylatuje. Dawniej, niestety, zdarzało się to często, natomiast teraz sytuacja powoli się zmienia, ponieważ na lotnisku prężnie działają szkoły lotnicze, Aeroklub Mielecki, ZUA, PZL, a także coraz częściej gościmy u nas prywatne odrzutowce. Jest więc na co czekać.
- M.K: Prawie wszyscy mieszkamy w promieniu 5 kilometrów od lotniska. Hałas silnika dobiegający z niego wystarczy nam, aby szybko się zmobilizować, zabrać aparat i pojechać pod jego ogrodzenie.
- M.B.: Dodatkowo pomagamy sobie informacjami, które są zawarte na stronie internetowej Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej – wszystkie firmy lotnicze muszą wcześniej zgłosić, że będą zajmowały przestrzeń powietrzną. Oczywiście nie ma tam podanej konkretnej godziny, tylko np. taka, że lot odbędzie się pomiędzy godziną 8 a 15. Do wykonywania lotów musi być jeszcze odpowiednia pogoda, ale i ona nie jest oznaką tego, że lot się odbędzie, bo np. może on zostać z jakiegoś powodu przełożony na inny dzień.

Koledzy z innych regionów Podkarpacia informują Was o zbliżających się samolotach?
- M.K.: Nie tylko z Podkarpacia. Spotterzy są taką grupą, której członkowie informują się od razu o ważnych wydarzeniach. Istnieje dość duże forum internetowe, na którym śledzony jest ruch statków powietrznych. Jeśli dany samolot pojawił się w Warszawie, a trasa jego lotu przewiduje lądowanie np. w Rzeszowie, to dostajemy sygnał, że już można się przygotować na jego „przyjęcie”. Cały czas chodzi jednak o obserwowanie przestrzeni powietrznej wokół lotniska – będąc bezpośrednio przy jego ogrodzeniu albo w internecie
- M.B.: Mówimy tutaj o dużych lotniskach, bo w Mielcu ciężko jest wyczekiwać czegoś większego, aczkolwiek jeżeli już się coś większego pojawi i dodatkowo uda się sfotografować taką maszynę, to satysfakcja jest naprawdę wielka. Jednak, chociaż rzadko również i na takie sytuacje udawało się nam natrafić.

Wiele mieliście takich zmarnowanych dni, kiedy to koczowaliście pod lotniskiem i wracaliście bez żadnej zrobionej klatki w aparacie?
- M.K: Dużo, dużo więcej niż udanych. Ale nie zrażamy się tym, to w końcu nasza pasja.
    
Z czego byliście najbardziej zadowoleni do tej pory?
- M.B.: Gdy tylko do Mielca przyleci coś innego niż zazwyczaj, to i nasze zadowolenie rośnie. Chociażby przylot prezesa firmy Sikorsky, pana Jeffreya Pino, który do Mielca dotarł swoim business jetem, to było wielkie wydarzenie. Dostaliśmy wtedy informacje od kolegów z Rzeszowa, że jego samolot wylądował w Jasionce i był tam dotankowany, następnie miał odlecieć do Mielca. Również podczas ostatniej powodzi, gdy na mieleckim lotnisku stacjonowały śmigłowce policyjne i wojskowe – te dni też były dla nas okazją do zrobienia wielu unikatowych zdjęć.
- M.K.: Mimo deszczu i ulew śledziliśmy, co nowego przyleciało, wiedząc, że to wyjątkowa sytuacja na naszym lotnisku i może się już więcej nie powtórzyć. Widziałem kilkakrotnie, jak piloci śmigłowców lądowali na pasie startowym, gdzie widoczność była bardzo ograniczona. Piloci przylatywali do Mielca głównie po to, by zatankować swoje maszyny i jak najszybciej powrócić w rejon akcji ratowniczej. Oni wracali z minimalną ilością paliwa i wiele ryzykując, lądowali w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych.

Co prawda, Was aż tak bardzo nie interesują samoloty pasażerskie, ale czy jesteście już w stanie z głowy powiedzieć, na jakie lotnisko kieruje się lecący nad Mielcem samolot?
- M.B.: W dzisiejszych czasach, w dobie szerokiej informatyzacji oraz globalnego zasiegu Internetu, nawet takie informacje jest bardzo łatwo uzyskać. Funkcjonuje strona internetowa, na której można obserwować aktualne loty samolotów na całym świecie. Po kliknięciu na ikonkę samolotu, pojawia się informacja o tym, skąd i dokąd on leci, jaką ma prędkość i wysokość oraz do jakich linii należy. Czasem  dołączane są także fotografie tej maszyny. Powoli programy do obserwowania ruchu na niebie wchodzą na telefony komórkowe. Patrząc jednak na przelatujący wysoko samolot, w wielu przypadkach jesteśmy w stanie bezbłędnie określić jego typ oraz przewoźnika, do którego on należy.

Co Was ostatnio zaskoczyło?
- M.K.: Oblot Black Hawka. Oficjalnie był zapowiedziany na 17 listopada, ale pierwszy lot odbył się 2 dni wcześniej. Gdy tylko usłyszeliśmy, że rozgrzewane są silniki nowego śmigłowca, ruszyliśmy w stronę lotniska i zdążyliśmy. Pierwszy lot Black Hawka w Mielcu został również sfilmowany przez jednego z naszych kolegów – Michała. Jakość nagrania nie jest zbyt wysoka, ponieważ zostało ono wykonane bez wcześniejszego przygotowania i z dość dużej odległości. Jednak film ten pokazały prawie wszystkie portale branżowe, widzieliśmy go również w telewizji TVN. Jest to jedynie kilkunastosekundowe nagranie, ale tylko my je zarejestrowaliśmy, to my byliśmy jedyni.

Odróżniacie już odgłosy silników?
- M.B.: Tak, z tym nie ma problemu, ponieważ już od wielu lat nasłuchaliśmy się brzmienia różnych silników, tak więc bez problemu możemy stwierdzić, czy to leci M-28, Antek czy też Iskierka.
- M.K. Każdy typ silnika generuje inne dźwięki. Wydaje nam się, że poznaliśmy te typowe i bardziej popularne na naszym lotnisku. 

Od jak dawna istnieje grupa mieleckich spotterów?
- M.B.: Na lotnisku spędzam aktywnie czas od 2007 roku. Nasza grupa powstała rok później. Teraz staramy się już działać na poważnie. Nasze początki to obecność na forum, z którego dowiedzieliśmy się, że z Mielca i okolic jest też kilka innych osób mających tę samą pasję. Oficjalnie spotkaliśmy się tuż przed pokazami lotniczymi organizowanymi z okazji 70-lecia PZL Mielec w 2008 roku. Chciałem, aby taka grupa funkcjonowała i u nas, ze względu na bogate tradycje lotnicze, które należy podtrzymywać.

Ile osób tworzy EPML Spotters
- M.K.: Aktywnych jest 8 spotterów. Jest z nami m.in. kolega Robert, który przebywa na stałe w Anglii. Ma on wielki wkład w powstanie grupy i portalu, dlatego muszę o nim wspomnieć. Dzięki niemu wiemy również, co dzieje się na kilku angielskich lotniskach, możemy również oglądać zdjęcia samolotów całkowicie innych od tych, które mamy tutaj w Mielcu. Są osoby, które zajmują się fotografią – m.in. Andrzej, Piotr, Patryk i Mariusz. Jest też wspomniany wyżej kolega Michał, który robi wyłącznie dokumentację wideo. Paru z nas zaczyna pisać teksty na naszą stronę. Oprócz tego, np. na pokazy, jeździ z nami jeszcze kilka innych osób, ale czynnie w naszej grupie się nie udzielają. Nie chcemy, żeby grupa była liczna, ale żeby była efektywna.

1 grudnia oficjalnie ruszył serwis internetowy EPML Spotters. Czemu i komu ma służyć ta strona?
- M.K.: Przede wszystkim chcemy się w pełni zorganizować. Zarejestrowaliśmy wydawnictwo online w sądzie. Mamy swoje logo, fotografujemy w odblaskowych kamizelkach. Piloci i ochrona nas widzą i już nas rozpoznają.
Na stronie będziemy się starali na bieżąco informować o nowych samolotach i śmigłowcach wyprodukowanych w PZL Mielec, o szkoleniach prowadzonych przez szkoły lotnicze mające siedzibę na mieleckim lotnisku, o działalności Aeroklubu Mieleckiego. Będziemy zamieszczać najnowsze wiadomości ze świata lotniczego, jak również informować o aktywności na naszym lotnisku i w jego okolicach. Będziemy prezentować zdjęcia i filmy z naszej działalności, a także ciekawostki oraz fakty historyczne dotyczące lotniska i Zakładów Lotniczych w Mielcu. Nie zapominamy też o ważnych wydarzeniach lotniczych w kraju i za granicą, takich jak np. pokazy i pikniki lotnicze. Wszystko po to, by mieszkańcy miasta z wieloletnimi tradycjami lotniczymi wiedzieli, że lotnictwo w Mielcu jest nadal aktywne.
Ilość odwiedzin w pierwszych dniach od otwarcia portalu ogromnie nas zaskoczyła.  Jest to dla nas informacja, że powstanie w Mielcu portalu o tej tematyce to strzał w dziesiątkę. Liczymy na to, że mieszkańcy udostępnią nam np. archiwalne filmy lub zdjęcia, które będziemy mogli zaprezentować ogółowi oraz innym spotterom. Wiemy, że mieszkańcy Mielca posiadają w swoich zbiorach wiele fotografii z takich wydarzeń, jak np. wizyta na mieleckim lotnisku jednego z największych samolotów świata – transportowca AN-124 Rusłan czy też największego śmigłowca na świecie – Mi-26, którego przez kilka dni można było oglądać na lądowisku w Ośrodku Wypoczynkowym w Rzemieniu. Są to „perełki” na skalę ogólnopolską i pora, by po wielu latach ujrzały światło dzienne.
Jesteśmy w trakcie przygotowywania kart identyfikacyjnych, mamy legitymacje prasowe. Podczas robienia zdjęcia na lotniskach czy podczas pokazów interesuje nas ich jakość. Dzięki legitymacji prasowej będziemy mogli wejść za barierki i fotografować z lepszych miejsc.
- M.B.: Jesteśmy otwarci na wszystkich, którym tematyka związana z lotnictwem nie jest obca, którzy chcą robić zdjęcia i w ten sposób dokumentować to, co dzieje się na naszym lokalnym lotnisku, a także w regionie. Podpowiemy, jak tę przygodę rozpocząć, na co zwrócić uwagę.

Czy numery, które znajdują się na samolotach, są dla Was ważne w tym hobby?
- M.K.: Ostatnio, po powrocie z lotniska, przeglądając zdjęcia, zauważyliśmy, że Bryza, która latała nad Mielcem, ma nowy numer rejestracyjny. Potwierdziło się, że jest to pierwszy egzemplarz z tej serii, którą kupi od Mielca Ministerstwo Obrony Narodowej.
Robiąc, jako pierwsi, zdjęcia danej maszyny, na stronach poświęconych fotografii lotniczej zakładamy kartotekę danego samolotu i wpisujemy dane, które musimy sprawdzać i potwierdzić, aby ktoś, kto będzie korzystał z informacji przez nas udostępnionych, nie został wprowadzony w błąd.

Jak godzicie Wasze hobby z pracą?
- M.B.: W firmach, w których pracujemy, większość osób wie, czym się interesujemy. Teraz zabieramy już aparaty fotograficzne do pracy. Kilka razy, gdy otrzymaliśmy sygnał o tym, że będzie startował lub lądował jakiś samolot, czy też wtedy, gdy otrzymaliśmy informację o wypadku Iskierki, poprosiliśmy o przepustkę, aby zrobić zdjęcia.

 

 

 

Jednocześnie serdecznie dziękujemy lokalnym mediom, w szczególności Tygodnikowi KORSO, za zainteresowanie naszą Grupą i tym, co mamy do przekazania Czytelnikom. Podziękowania należą się równiez Czytelnikom naszego portalu, za to, że tak licznie go odwiedzają, pomimo "martwego", zimowego sezonu.

 

 

RW

  

           


Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie materiałów zawartych na tej stronie, bez uprzedniej zgody właściciela, jest zabronione.
Copyrights: EPML Spotters 2008 - 2012 | Wykonanie strony internetowej - jcd.pl | Na silniku windu.org