|
POLECAMY
Lista produkcyjna S-70i Black Hawk -
Pokazy Lotnicze 2012
|
Marek Szufa odszedł na zawsze V Płocki Piknik Lotniczy miał być pełen niesamowitych atrakcji. Wypełniony po brzegi program organizatorzy uzupełnili również o niezwykły pokaz - akrobacje pomiędzy pylonami ustawionymi na Wiśle. AirSnake był pomysłem samego Marka Szufy, na wzór słynnego Red Bull Air Race. Niestety, podczas wykonywania ewolucji słynny pilot zszedł za nisko i impetem uderzył w taflę wody. Tragiczna wiadomość dotarła o 19.20 – Marka Szufy nie udało się uratować...
Na miejscu tragedii zabezpieczono wrak samolotu Christen Eagle, którym leciał.
Od razu pracę zaczęło czterech prokuratorów - informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku Iwona Śmigielska-Kowalska. - Zabezpieczyliśmy miejsce wypadku, dokumenty, przesłuchaliśmy świadków i od niedzieli rano, wraz z przedstawicielem komisji do badania wypadków lotniczych zaczęliśmy oględziny samolotu. Poszukiwane były m.in. kamery z wnętrza kabiny, które Marek Szufa lubił tam montować.
- Zrobimy wszystko, by wyjaśnić przyczynę tej tragedii - zapewnia dyrektor Aeroklubu Ziemi Mazowieckiej Sławomir Adamkowski. - Cała impreza, loty, wszystko odbywało się zgodnie z obowiązującymi procedurami.
Na miejscu była karetka, łodzie ratunkowe oraz helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Podczas akcji ratunkowej zostało rannych dwóch pletwonurków, którzy poranili ręce o wrak. Na opinię PKBWL dotyczącą przyczyn wypadku przyjdzie nam poczekać.
Marek Szufa miał 57 lat, był jednym z najlepszych polskich pilotów. Wielokrotny wicemistrz Polski w akrobacji samolotowej. Wylatał ponad 20 tys. godzin na samolotach i 1000 na szybowcach. Od 1979 był pilotem liniowym w PLL LOT, a od 1990 roku kapitanem Boeinga 767, największego samolotu u polskiego przewoźnika. Był też wicemistrzem świata w akrobacji szybowcowej i członkiem kadry narodowej. Pasjonował się modelarstwem, zajmował się się modelami RC w klasie GIGANT F3M i F4G ( był wielokrotnym mistrzem Polski).
Marek Szufa budował i pilotował małe replik samolotów. Posiadał sam bardzo liczną flotę: Christen Eagle, Curtis Jenny, Jak-18, Spitfire MK VB, CSS-13, Extra 330 oraz Extra 300SX (Patty Wagstaf). Jego przygoda z lotnictwem trwała ponad 30 lat. Zaczął jako 16-letni chłopak w aeroklubie i po kolei przechodził szczeble lotniczej kariery – od lotnictwa małego, aż za stery B767. Każdy, kto go poznał wie, czym dla niego były jednak akrobacje, tutaj dopiero odżywał.
- "Dorożkarstowo" w dużych samolotach niewiele daje, natomiast w samolocie akrobacyjnym można więcej, odbudować sobie tę adrenalinę. W samolocie akrobacyjnym wszystko dzieje się tak błyskawicznie – powiedział kiedyś w jednym z wywiadów. - Trzeba pilnować wysokości, prędkości, parametrów silnika, trzeba wiedzieć gdzie się jest, utrzymać tę strefę. W zawodach jakich się startuje, tym bardziej na pokazach ta strefa to raptem kilometr w jedną i drugą stronę, gdzie trzeba się zmieścić. Na pokazach im niżej, tym atrakcyjniej dla publiczności.
Cieszył się opinią pilota, który nie popełnia błędów i unika niepotrzebnej brawury. O swoim programie myślał przed pokazem. W czasie lotu już tylko pilnował założonego wcześniej programu. Nie bał się akrobacji, stwierdził kiedyś, że pasażerowie mogą się bać, natomiast pilot nie może, bo staje się wtedy niepotrzebnym balastem, który nic nie zrobi. Zapytany kiedyś o lotnictwo Odpowiedział: „Jest to i pasja i zawód, jak człowiek połknie bakcyla lotniczego, to musi z nim już umrzeć”.
|