Aktualności



Zdjęcia



Filmy

 

 POLECAMY 

 

 

Lista produkcyjna S-70i Black Hawk - 

PZL Mielec a Sikorsky Company

 

 


 

 Pokazy Lotnicze 2012

 

 

 

 

Polowanie na PZL

Komu zależy na tym, aby Mielec zniknął z lotniczej mapy Polski? Gdy WSK Rzeszów nawiązało współpracę z Pratt & Whitney Canada i Kanadyjczycy rozpoczęli wprowadzanie zmian, pracownicy Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu patrzyli na sąsiadów z zazdrością. Tam coraz lepsze zarobki, inwestycje, a w Mielcu ciągłe kłopoty, marne pensje, kalejdoskop zarządów i niezadowolenie pracowników. Pomimo usilnych działań nie udało się zdobyć klientów, a nieliczne zamówienia na samoloty i produkcja kooperacyjna nie pozwalały na uzyskanie satysfakcjonującego "napełnienia produkcji". Pracownicy PZL nie znali dnia ni godziny. Widmo kolejnych zwolnień było chlebem powszednim. Teraz kiedy zaczęło się układać, ktoś próbuje zniszczyć Mielec, twierdząc, że sprzedaż PZL odbyła się z narażeniem Skarbu Państwa na straty, a wykup przez firmę Sikorsky AC nie daje Mielcowi nadziei na przyszłość. Tym tezom stanowczo zaprzeczają mielczanie. Jeśli nie byłoby tej transakcji, dziś większość pracowników firmy lotniczej stałaby w kolejce po zasiłek.


Zarząd Polskich Zakładów Lotniczych nie chce komentować tego, co w ostatnim czasie dzieje się wokół ich prywatyzacji. Prokuratura bada, czy mielecka spółka nie została sprzedana zbyt tanio. Rozpoczęła dochodzenie, bo doniesienie złożył dziennikarz ,,Skrzydlatej Polski”, miesięcznika, który od ubiegłego roku atakował koncern Sikorsky i PZL Mielec. Wiele osób w Mielcu uważa, że komuś zależy na zniszczeniu odbudowującej się potęgi Mielca.
Gdy kilka lat wcześniej WSK Rzeszów nawiązało współpracę z Pratt & Whitney Canada i Kanadyjczycy rozpoczęli wprowadzanie zmian, pracownicy Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu patrzyli na sąsiadów z zazdrością. Tam coraz lepsze zarobki, inwestycje, a w Mielcu ciągłe kłopoty, marne pensje, kalejdoskop zarządów i niezadowolenie pracowników. Pomimo usilnych działań nie udało się zdobyć klientów, a nieliczne zamówienia na samoloty i produkcja kooperacyjna nie pozwalały na uzyskanie satysfakcjonującego ,,napełnienia produkcji”. Pracownicy PZL nie znali dnia ni godziny. Widmo kolejnych zwolnień było chlebem powszednim.

 

W lipcu 2005 roku swoją wizytę w spółce awizuje firma Sikorsky. Wywołała ona zainteresowanie mieleckiej spółki pod kątem podjęcia ewentualnej współpracy kooperacyjnej. Ta wizyta traktowana przez Sikorsky`ego jako „rekonesans” skutkowała następnymi kontaktami na szczeblu służb technicznych. Końcem 2005 roku pojawił się temat podjęcia w PZL Mielec produkcji kabin do śmigłowców UH-60. Temat bardzo ciekawy, ale rodził obawy, czy zakład podoła wymaganiom przedstawionym przez SAC? Właśnie w tym czasie pojawiła się w PZL Mielec ekipa ludzi z prezesem Januszem Zakręckim na czele, która zdobyła spore doświadczenie w WSK Rzeszów, tworząc nowy zarząd spółki. Szybko okazało się, że potrzebne są zdecydowane działania dla poprawienia kondycji zakładu, a najkorzystniejszym wyjściem będzie wyszukanie inwestora strategicznego. Coraz częściej w rozmowach pojawiał się Sikorsky jako najpoważniejszy kandydat do objęcia udziałów w Spółce.

 

Mimo że przetarg na śmigłowce dla polskiej armii został odwołany, to Sikorsky podtrzymywał swoją chęć nawiązania bliższej współpracy z Mielcem. W połowie 2006 roku odbyła się w Warszawie konferencja poddostawców. Sikorsky i Mielec zostają na nią zaproszeni. Już wtedy oficjalnie mówiło się o planowanej w Mielcu produkcji kabin do śmigłowców. Zamierzeniem Sikorsky`ego było kupno 40 procent udziałów w PZL Mielec. Zaczynają się intensywne działania posłów, m.in. Krystyny Skowrońskiej, dla uzyskania poparcia dla tych planów. Już w lipcu 2006 r. dzięki wielkiemu poparciu ministra Władysława Ortyla doszło do spotkania przedstawicieli parlamentu, władz miasta, województwa i licznych instytucji. Jednogłośnie poparte zostały działania zarządu zmierzające do usankcjonowania współpracy z Sikorsky Aircraft Corporation. Bez poparcia społecznego i bez zgody pracowników tych prac nie można byłoby kontynuować. We wrześniu 2006 prace są tak zaawansowane, że przychodzi czas na spotkania na najwyższym szczeblu. Do Mielca i Warszawy przybywa zarząd SAC z prezesem Jeffreyem Pino na czele . Jest to krótka wizyta w Mielcu, ale J. Pino podejmuje decyzję: - Mielec będzie centrum produkcji śmigłowców w Europie – mówi zdecydowanie. Kolejne wizyty, rewizyty w Stratford i Mielcu, wielogodzinne negocjacje i zostaje parafowane Memorandum zawierające konkretne już propozycje Sikorsky’ego. Wiadomo, że w grę wchodził już zakup nie czterdziestu, ale stu procent udziałów PZL Mielec. - Z wielu względów będzie to korzystniejsze rozwiązanie, szczególnie z uwagi na możliwość negocjacji lepszych warunków pakietu pracowniczego – podkreślali związkowcy z PZL. 18 grudnia 2006 roku podpisano ostateczne dokumenty, które dały obydwu stronom okres trzymiesięcznego uprawomocniania się umowy poprzez realizację poszczególnych jej etapów.

 

Umowa kupna PZL przez Amerykanów ma niewątpliwie kluczowe znaczenie dla polskiego rządu. Po wielu latach kłopotów z mielecką fabryką wreszcie udało się ustabilizować jej pozycję i zakończyć trwający blisko dziesięć lat proces restrukturyzacji. - Tak, to jest sukces i w takich kategoriach trzeba rozpatrywać sprzedaż mieleckiej spółki – podkreśla minister Władysław Jasiński. Równocześnie mówi się, że inwestycja Sikorsky’ego w mielecki PZL nie jest obojętna dla rządu amerykańskiego. Już dziś wiadomo, że to właśnie z Mielca wyleci dwa tysiące śmigłowców zamówionych przez siły powietrzne i armię Stanów Zjednoczonych, i to Mielec będzie miał wyłączność na ich produkcję. Jak do tej pory nie zdarzyło się, aby sprzęt wojskowy – w tym wypadku śmigłowce – przeznaczony dla amerykańskiej armii był produkowany poza Stanami Zjednoczonymi. Z innych krajów pochodziły jedynie komponenty, ale montaż ostateczny zawsze odbywał się w USA. - Mamy zgodę naszego rządu na produkcję tej partii śmigłowców w Polsce. Nasza przyszłość należy jednak do International Black Hawk’a, który kompletny wychodził będzie z mieleckiej fabryki – podkreśla prezes J. Pino.

 

Tuż przed podpisaniem grudniowego Memorandum, a następnie przed oficjalnym ogłoszeniem nabycia udziałów PZL przez Sikorsky, Mielec poczuł na swoich ramionach oddech ,,przyjaciół” - polskich firm lotniczych i redaktorów ,,Skrzydlatej Polski”. Przez lata nikt nie reagował na to, że mieleckie zakłady lotnicze gasły w oczach. W grudniu stało się inaczej. O Mielcu zrobiło się bardzo głośno.
Rywalizacja między zakładami zbrojeniowymi i firmami lotniczymi w Polsce o pieniądze i zamówienia z budżetu państwa zakończyła się dla Mielca bardzo źle, stąd nawet najwięksi pesymiści uznali sprzedaż PZL Sikorsky`emu za właściwie jedyną perspektywę rozwoju, a przede wszystkim przetrwania mieleckiej firmy. Mielecki zakład tonął w długach, nie miał pieniędzy ani na ich spłatę, ani na inwestycje. Nie miał też dobrego, konkurencyjnego cenowo produktu, który otworzyłby jakąś perspektywę rozwoju. Tak widzieliśmy to my, mielczanie. Okazuje się jednak, że losem mielczan od dawna zajmowały się zastępy ,,przyjaciół” w całej Polsce, którzy po cichutku odkrywają całą prawdę o naszych świetlanych perspektywach pogrzebanych wejściem Sikorsky’ego.

 

W ,,Skrzydlatej Polsce” ukazało się w ostatnich miesiącach kilka bardzo krytycznych tekstów wobec prywatyzacji PZL Mielec. Jeden z nich poddaje w wątpliwość wiarygodność amerykańskiej firmy, drugi z kolei oskarża rząd RP o działanie na szkodę polskich interesów. Jednym z przejawów takich działań ma być sprzedaż mieleckich i rzeszowskich (WSK kilka lat temu) zakładów. Dziennikarz ,,SP” miotał w tekstach oskarżeniami pod adresem związkowców mieleckich i rzeszowskich, którzy wynegocjowali dobre warunki współpracy i pakiet socjalny. Jak nazwał dobry pakiet socjalny, czyli obietnice podwyżek, gwarancje zatrudnienia, wielomiesięczne odprawy w przypadku zwolnienia? Przekupywaniem pracowników - tak nazwał je autor ,,SP”. Dlaczego? Pewnie dlatego, że ,,przekupieni” pracownicy, którym widmo zwolnienia nie będzie stało w oczach tak, jak do tej pory, nie zechcą protestować i narzekać, nie będą więc sojusznikiem naszych ,,przyjaciół” z całej Polski. W dobie potężnej konkurencji i pogoni za aferami żadna poważna gazeta nie zauważyła, jaki straszny interes zrobiliśmy na sprzedaży mieleckich zakładów, żadna nie podjęła tematu ,,przekrętu stulecia”.
Firmy lotnicze konkurują bez opamiętania. Każdy stara się uratować siebie. Autor artykułów w,,Skrzydlatej Polsce” ubolewał nad losem firmy z Mielca, twierdząc, że Amerykanie otrzymali prezent w postaci PZL. Wskazuje przy okazji, czyj jeszcze interes ucierpiał. Dziennikarz pyta, czy polski rząd ,,choćby rozważał konsolidację polskiego przemysłu lotniczego w oparciu o PZL Świdnik, zamiast stwarzać tej wytwórni nieuczciwego konkurenta?” Więc może o to chodzi w tych ,,szczerych”, ,,przyjacielskich” obawach o los mieleckiej firmy?

 

Na wiadomości ze ,,Skrzydlatej Polski” zareagował także Zarząd PZL, który w marcu br. podkreślił, iż ,,autor sprytnie i tendencyjnie przekazuje prawdy, półprawdy i kłamstwa dotyczące przemian zachodzących w Mielcu, często mijając się ze zwykłą dziennikarską rzetelnością. Atakując sprzedaż udziałów PZL Mielec, próbuje osiągnąć założony przez siebie i swoich mocodawców cel, i nie przebiera w środkach. Czas opublikowania materiału został wybrany nieprzypadkowo”. Zdaniem Zarządu PZL, z którym zgadza się załoga firmy oraz zdecydowana większość mieszkańców Mielca: ,,przeciwnicy mieleckiego lotnictwa obrali sobie jednoznaczny cel: nie dopuścić do zakupu udziałów mieleckiej spółki przez podmiot wolny od pozabiznesowych uwarunkowań, który będzie w stanie zapewnić jej stabilny rozwój. Gdy nie udało się temu zapobiec poprzez różnego rodzaju wrogie działania na kolejnych szczeblach administracyjnych, postanowili wytoczyć najcięższe działa – atak poprzez media. Jest to metoda sprawdzona i wielokrotnie już odczuliśmy ją na swoich barkach”. Zarząd w wydanym w marcu br. oświadczeniu pyta: ,,Jaką ofertę może mieć dla Mielca któraś z firm lotniczej rodziny – czy da ludziom pracę, godziwe zarobki, czy stać ją na inwestycje? Czy jest w stanie zapewnić kontynuację tradycyjnej linii produkcyjnej Mielca obok swych własnych wyrobów?”.

 

Echa artykułów ,,Skrzydlatej Polski” przeniosły się na ławy sejmowe. Do Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Warszawie trafił wniosek o wszczęcie śledztwa w sprawie kontrowersyjnej sprzedaży PZL Mielec. Wniosek złożył poseł Zygmunt Wrzodak (LPR). We wniosku poseł pisze: “Ministerstwo Skarbu Państwa wraz z Agencją Rozwoju Przemysłu poinformowały, że PZL Mielec został sprzedany za 250 mln zł, tymczasem okazuje się, że zakład został sprzedany za 56 mln zł, dochodzi do tego blisko 10 mln zł z depozytu do rozliczenia roszczeń wobec fabryki, które mogą pojawić się w ciągu najbliższych trzech lat. Sikorsky zobowiązał się dodatkowo do spłaty 52,5 mln zł zadłużenia fabryki, oczywiście spłata ta ma pochodzić ze sprzedaży zbędnych materiałów i wyrobów Mielca”. Swoje oskarżenia poseł opierał prawdopodobnie jedynie na tekstach publikowanych w miesięczniku “Skrzydlata Polska”. W piśmie porusza także kwestię podejrzanej – jego zdaniem – transakcji: “Okazuje się jeszcze, że MON zamówił w Mielcu trzy samoloty Skytruck za 30 mln zł za sztukę. Należałoby się cieszyć, ale dlaczego akurat po sprzedaży fabryki i dlaczego o 50 proc. drożej niż wynosi koszt produkcji? Mało tego, MON zapłaciło 74 proc. ceny samolotów w dniu podpisania kontraktu z nowym właścicielem. Zachodzi podejrzenie, że MON w ten sposób sfinansowała Firmie Sikorsky zakup PZL Mielec”.
Rewelacjami posła nie zainteresowały się żadne poważne media ogólnopolskie, które prezentują zupełnie inną postawę, niż nasz, regionalny polityk, któremu powinno zależeć na rozwoju regionu. Tymczasem poseł LPR uważa, że sprzedaż mieleckiego zakładu to była zdrada polskiej racji stanu, której nie rekompensują nawet sześcioletnie gwarancje dla pracowników.

 

W czasie, gdy światło dzienne ujrzał wniosek Wrzodaka,” Rzeczpospolita” w artykule z 28 marca “Sikorsky robi porządki” bardzo pochlebnie pisze o zmianach zachodzących w mieleckim zakładzie.”Centrala Sikorsky Aircraft Corporation w Stratford już w połowie marca zamówiła kabiny wojskowych śmigłowców Black Hawk warte setki milionów dolarów - dowiedziała się ,,Rz”. Pierwsze zamówienie na dostawę nowych kabin do helikopterów UH 60 M dadzą mieleckiej fabryce pracę na najbliższych sześć lat” - czytamy w tekście.

 

Dziennikarz ,,Skrzydlatej Polski” nie poprzestał na publikacji materiałów prasowych. Złożył doniesienie o przestępstwie do prokuratury. Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu, która ma sprawdzić, czy podczas sprzedaży PZL Mielec firmie Sikorsky nie doszło do nieprawidłowości. Śledztwo wszczęto po marcowym artykule miesięcznika “Skrzydlata Polska”. - Prowadzimy czynności na zlecenie Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie – mówi Janusz Woźnik, prokurator okręgowy z Tarnobrzega. - W sprawie przesłuchaliśmy już autora tekstu i odebraliśmy od niego zawiadomienie o przestępstwie. Poprosiliśmy także Ministerstwo Skarbu Państwa i Agencję Rozwoju Przemysłu o stosowne dokumenty dotyczące sprzedaży mieleckich zakładów – dodaje.

 

Sprawa Mielca i sprzedaży udziałów PZL stała się najwyraźniej doskonałym pretekstem do zmian w politycznym obsadzaniu stanowisk w agendach rządowych. ,,Newsweek” napisał ostatnio, że prezes Agencji Rozwoju Przemysłu Paweł Brzezicki może niebawem stracić stanowisko. Tygodnik podaje, że P. Brzezicki jest odpowiedzialny m.in. za sprzedaż Polskich Zakładów Lotniczych. O wyjaśnienia w tej sprawie miał poprosić szefa ARP premier Jarosław Kaczyński. Centrum Informacyjne Rządu potwierdziło, że odpowiedź wpłynęła do Kancelarii 10 kwietnia. Według informacji “Newsweeka” prezes Agencji miał poinformować premiera, że strona polska już po podpisaniu umowy przedwstępnej zorientowała się, że zaproponowana przez Amerykanów kwota może być za niska w stosunku do wartości Mielca. ARP i resort Skarbu Państwa próbowały ją renegocjować, ale spółka Sikorsky nie chciała na to przystać. Losy prezesa ARP rozstrzygną się w ciągu kilku tygodni. Już dziś jako następcę Brzezickiego na stanowisku szefa Agencji wymienia się Longina Komołowskiego, byłego wicepremiera i ministra pracy w rządzie AWS Jerzego Buzka.

 

Dlaczego ARP nie zdecydowała się wcześniej na sprzedaż PZL i dlaczego nie zorganizowała przetargu na kupno zakładu? Wojciech Jasiński, minister Skarbu Państwa tłumaczy: - Inwestorzy nie pchali się do Mielca. Minister Jasiński argumentuje słabą pozycję spółki produktem, który od lat niezmieniany przestał być atrakcyjny i popularny na rynkach lotniczych: - Skytruckiem czy Dromaderem nie zawojujemy już świata, chociaż zakład w Mielcu ma olbrzymie doświadczenie w produkcji samolotów i jest największym tego typu producentem w Polsce. Klienci oczekują innego produktu. Tu potrzeba świeżego wyrobu. Nowego zastrzyku, który teraz Mielec dostał.

 

 

 

Krystyna Skowrońska, posłanka PO: - Mam nadzieję, że procedura prywatyzacyjna PZL została przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi przepisami.

 

Zdzisław Nowakowski, przewodniczący Rady Miasta w Mielcu: – Rada Miasta przyjęła stanowisko w kwestii sprzedaży PZL Mielec, wyrażając w nim swoje zadowolenie z pozytywnego zakończenia procesu restrukturyzacji Polskich Zakładów Lotniczych. W pełni się z nim zgadzam. Uważam, że jest to szansa na rozwój Mielca, szansa na nowe miejsca pracy i dobrze, że z tej okazji umieliśmy skorzystać.

 

Marek Paprocki, przewodniczący Rady Powiatu Mieleckiego:– Dobrze, że wreszcie udało się rozwiązać problem mieleckiego zakładu i ludzi tam pracujących. Wykorzystaliśmy szansę i z tego faktu trzeba się cieszyć, rozpatrując go w kategorii sukcesu. To, co dziś dzieje się wokół Mielca, to moim zdaniem działanie konkurencji, której zależy na tym, aby w naszym mieście nic nie było. Konkurencja wykorzysta każde narzędzie do tego, aby osiągnąć cel.

 

Prezydent Mielca, Janusz Chodorowski: - Nie powinienem się chyba wypowiadać na temat zamętu wokół prywatyzacji PZL, bo przemawiają przeze mnie bardzo silne emocje, ale trudno się dziwić, skoro jestem jedną z tych ponad 17 tys. osób, które przestały pracować w WSK. Przed prywatyzacją PZL ciągle słyszałem o kolejnych zwalnianych z dnia na dzień ludziach i nic nie zapowiadało, że coś zmieni się na lepsze. Zakup fabryki przez firmę Sikorsky z punktu widzenia Mielca jest bardzo dobrą transakcją. Może to wygląda inaczej z perspektywy Warszawy, ale z mieleckiej na pewno jest to pozytywna zmiana. A ten obecny szum wokół ceny, za jaką sprzedano PZL, mogę skomentować tak: towar jest tyle wart, za ile chcą go kupić. Czy ktoś chciał dać więcej? Jakoś nie słyszeliśmy, żeby w ogóle się wcześniej nami interesowano. Moim zdaniem obecny zamęt ma podtekst polityczny, wcale nie jest związany z troską o los PZL. Zbyt długo pracowałem w branży lotniczej, żeby nie wiedzieć, że rządzą w niej określone siły i że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli ktoś sądzi, że obecna troska o Mielec i awantura wokół prywatyzacji to prosta, przejrzysta i kryształowa gra, wykazuje się niezwykłą naiwnością.
 

Jestem i będę wdzięczny za to, że w Mielcu i w Warszawie podjęto tę ryzykowaną decyzję o prywatyzacji. Dlaczego ryzykowną? Wiedziałem, że wcześniej czy później zaczną się oskarżenia wobec tych, co ją podjęli. Pod koniec grudnia zeszłego roku (gdy kontrakt z Sikorsky`m był już w fazie mocno zaawansowanej) prezes PZL Janusz Zakręcki znalazł się w gronie osób, które za zeszłoroczną działalność na terenie Mielca uhonorowałem jako prezydent miasta. Pan Zakręcki otrzymał ode mnie paterę, na której kazałem wygrawerować napis: ,,Za odwagę”. Wtedy dziwił się, dlaczego za odwagę. Teraz już chyba wie.

 

Zdzisław Klonowski, prezes Agencji Rozwoju Regionalnego ,,MARR” w Mielcu: - Jak najbardziej popieram wejście do Mielca strategicznego inwestora. Wiem, że pojawili się teraz tacy, którzy twierdzą, że mieli lepszy pomysł na rozwój PZL. To gdzie byli, gdy z PZL znikały kolejne programy lotnicze, gdy zwalniano pracowników. Zresztą każdy, kto trochę orientuje się w sytuacji rynku lotniczego i znał kondycję PZL, wie, że zakład chylił się ku upadkowi. Obecna burza wokół prywatyzacji to działania polityczne. Nie posądzam nawet konkurencji o takie działania, bo trudno znaleźć taką konkurencję. Po prostu ktoś chce politycznie wypłynąć na sprawie mieleckiego zakładu. Powiem tak: żeby nam poprzeszkadzać, to jest wielu chętnych, ale jak potrzebowaliśmy pomocy, nie było nikogo!

 

 

Korso

           


Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie materiałów zawartych na tej stronie, bez uprzedniej zgody właściciela, jest zabronione.
Copyrights: EPML Spotters 2008 - 2012 | Wykonanie strony internetowej - jcd.pl | Na silniku windu.org