Aktualności



Zdjęcia



Filmy

 

Najblizsze Pokazy lotnicze

 

 

Lista produkcyjna S-70i Black Hawk - 

PZL Mielec a Sikorsky Company

 

 


 

 Pokazy Lotnicze 2012

 

 

 

 

Modelarnia musi tętnić życiem

O tym jak rozwijało i rozwija się modelarstwo w Mielcu, co się zmieniło na przestrzeniu kilku lat opowiada Zygmunt Osak, były pilot doświadczalny I klasy w WSK-PZL Mielec, obecnie prowadzący modelarnię „Ikar”.
 
Od kiedy zaczęła rozwijać się u Pana pasja związana z lotnictwem, modelarstwem?
Mając 6 lat zacząłem się tym interesować. Więc już troszeczkę lat to trwa. Pamiętam jak zobaczyłem, że latają modele, bodajże w bloku „19” była modelarnia. Z Górki Cyranowskiej, jak nie było zalesienia było widać lotnisko, hangary, latały samoloty dwupłatowe, pięknie ktoś tam akrobacje wykonywał, skoki spadochronowe. Sądzę, że to zainteresowanie to też trochę wrodzone mam, bo mieszkaliśmy w Białej Podlaskiej, a z domu widać było lotnisko. Z resztą ja urodziłem się w 44’ roku, w nasz dom uderzyła bomba niemiecka, przestawiła dom o trochę. Trzeba było  uciekać stamtąd, bo tam był punkt militarny dla Niemców. Biała Podlaska jako taka też była wytwórnią samolotów, drewnianych, wielkich bombowców. Mój ojciec jako stolarz, pracując w zakładach Lager Laśkiewicza zaraz po wojnie został skierowany do pracy do Mielca. Bo tutaj zamierzano zacząć od drewnianych samolotów i takie były robione częściowo, jak Szpak, Szpak II, Szpak IV. Zaczęto to robić, ale się szybko okazało, że metalowe konstrukcje będą żywotniejsze i mocniejsze, tym bardziej, że zakład tutaj stanowił takie zaplecze dla Ministerstwa Obrony Narodowej. Tak więc jak przyjechaliśmy było od razu mieszkanie. 
 
Jak dawniej wyglądało modelarstwo?
Mielec wtedy był malutki, ale druga sprawa, modelarstwo się wtedy bardzo rozwijało. W tej chwili to nawet porównywać nie można. Politechnizacja młodzieży następowała wtedy w głównym ośrodku modelarskim, gdzie szkolono tam po 7, 8 grup- do południa i po południu. Bardzo ważna rzeczą jest też, że Aeroklub przykład się żeby jednak dla tych modelarzy lotnisko udostępniać, a nie wyganiać. Dostawaliśmy raz w tygodniu możliwość wejścia na lotnisko na obloty modeli, mało tego, ostatni lot za wyciągarką to była nagroda dla jednego z modelarzy. Warto było pójść, pomóc przy samolotach. Była ta więź między kadrami.
 
Co można powiedzieć o samej modelarni oraz konstrukcji samolotów?
Uważam, że modelarnia nie może być zamknięta tylko w pomieszczeniu, bo inaczej to by się robiło samo dla siebie. Tak nie może być, modelarnia musi tętnić życiem. Potrzeba takiej trochę przygody w terenie, jak chociażby obloty tych konstrukcji, dopasować pogodę, teren, żeby komuś krzywdy nie zrobić. Takie same zasady jak w konstrukcjach samolotów są i w modelarstwie, jak trzeba niwelacje przeprowadzić, wyważenie samolotu, czy szybowca. Tak więc charakter oblotu jest taki sam jak w lotnictwie. Pracując jako pilot doświadczalny nie miałem z tym problemu.  
 
Prowadzi pan zajęcia dla dzieci. Jakie jest zainteresowanie modelarstwem w XXI wieku?
Zainteresowanie jest, jednak czasem sam jeden nie daje rady, bo dla każdego dziecka trzeba coś innego przygotować, inny materiał.  Trzeba wytłumaczyć mu tą technologię, a nie kiedy jest tak, że się odejdzie na dwa kroki i dziecko pyta znów jak to dalej robić. Starsi natomiast zaczynają już tam po swojemu układać te konstrukcje. Często jest tak, że wiadomo, że jest źle, ale taki delikwent musi postawić na swoim. Z takimi problemami trzeba się zderzyć. Trzeba uważać, żeby dzieciakom nic nie stało, bo w pomieszczeniu są maszyny. Uczą się obsługi maszyn, żeby w jakiś głupi sposób nie zrobić sobie krzywdy, choćby nożem czy nożyczkami, którym się posługujemy.  Oczywiście później musimy posprzątać po skończonej pracy.
 
Startuje Pan z modelarzami w zawodach. Z jakich wyników jest Pan szczególnie dumny?
Oczywiście tych sukcesów było bardzo dużo, dopóki nie zaczęła wchodzić technika, elektronika, jak chociażby silniki czterosuwowe, na które trzeba sporo finansów, a tych zawsze brakuje.  Politechnizacja kosztuje dużo. Dopóki mieliśmy możliwość rywalizować  w Aeroklubie Polskim, to wykupywaliśmy licencję na modelarnię, co kosztowało dość dużo, mniej więcej tyle co jedna aparatura radiowa w roku. Licencję na dziesięciu modelarzy, gdzie dziecko w wieku 9 lat musiało mieć już licencję, żeby brać udział w zawodach. Potem wymyślono, że nie tylko licencja, ale i musi mieć odpowiednie badania i najczęściej biegano od specjalisty od specjalisty. Niestety musieliśmy z tego zrezygnować, ale jeździmy na zawody Ligi Obrony Kraju, owszem poza konkursem , ale pozwalają nam startować ze względu na nasz zapał i nasze modele. Zawsze mieliśmy uznanie. Jakie modele są na zawodach? Na przykład  RVD6, na którym latał Żwirko i Wigura, Speed Fire, to są giganty, modele ważące do 25 kg. Dzieciak jak takie zobaczył, to już wiedział, gdzie jest jego miejsce, że trzeba wiadomości i umiejętności podnosić do góry. Jest to piękna rzecz, że można brać udział w zawodach, zobaczyć coś ciekawego, nawiązać nowe kontakty. 
 
Prowadzi Pan modelarnie już kilkanaście lat. Znalazło się tu też trochę osób. Kogo pan szczególnie zapamiętał?

7 osób z tej modelarni odeszło do lotnictwa. Skaczą też na spadochronach lub latają jak piloci. Najbardziej wyróżniał mi się Mariusz Taran, który obecnie zawodowo jest w desancie we wojsku, Sylwester Kozak też poszedł na zawodowego żołnierza, jako dziecko przychodził do modelarni. Wielu innych tez sukcesy odnosiło, jak chociażby Adam Taran, który jest fachowcem najwyższej klasy.

 

 

źródło: www.hej.mielec.pl 

           


Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie materiałów zawartych na tej stronie, bez uprzedniej zgody właściciela, jest zabronione.
Copyrights: EPML Spotters 2008 - 2012 | Wykonanie strony internetowej - jcd.pl | Na silniku windu.org